Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie ukrywając się za maską wspomnień. Marzy o cofnięciu czasu. Chcąc wrócić na pewne rozstaje dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczytać uważnie napisy na drogowskazach i ruszyć w innym kierunku. Pozostawiając to co było daleko za sobą.
Długa, koścista dłoń wyłoniła się spod błękitnej kołdry szukając dotykiem powodu swojej pobudki. Kiedy natrafiła na kanciasty przedmiot, odnalazła właściwy guzik i wyłączyła hałaśliwe urządzenie. Wstała. Różowe kosmyki były poplątane wokół własnych oś, a sińce pod oczyma stały się większe. Skierowała bladą twarz w stronę okna. Nic się nie zmieniło od poprzedniego wieczoru. Ciągle padało chociaż huki ucichły. Wstała zabierając po drodze leżące na krześle czarne spodnie i duży granatowy sweter z ziemi. Podchodząc do szafki z czystą bielizną, natrafiła na jednej z półek obramowane zdjęcie. Tak dawno ich nie widziała. Sasuke, który odszedł na zawsze, a którego niegdyś tak kochała. Teraz czuła do niego obrzydzenie i nienawiść. Uciekła od tego co ją z nim łączyło.drugą z czwórki Teamu 7 był jasnowłosy Naruto z radosnymi błękitnymi tęczówkami, będący cały czas na misjach doskonalący swoje umiejętności i Kakashi nawet nie wiedziała czy jest w Wiosce czy też nie. Przewróciła zdjęcie kładąc je płytce z drewna. Po zabraniu potrzebnych rzeczy wyszła z pokoju do łazienki zatrzymując się przy drzwiach swojego nowego lokatora. ,,Ciekawe czy jeszcze śpi?'' Chęć zapukania do drzwi minęła szybciej niż się pojawiła. W łazience wzięła krótki, zimny prysznic zakładając następnie na siebie świeże ubrania. Znalazła w koszyku gumkę do włosów i związała różowe pasma w mały koczek z którego wyłaził niektóre z włosów. Umyła zęby i ponownie opukała twarz. sięgnęła po pudełeczko z tabletkami. Tak jak wczorajszego wieczoru wyrzuciła na dygoczącą dłoń trzy dwukolorowe pigułki. Wpatrywała się w nie przez chwilę, zamachnęła się i połknęła za jednym razem. Poczuła jak przechodzą przez gardło rozpalając jej osobę od środka. Podniosła wzrok na mizerne odbicie w lustrze wiszącym naprzeciw. Obraz czystej nędzy i rozpaczy. Nie wysypiała się ostatnio za dobrze, a i choroba dawała siebie we znaki. Przetarła palcami po oczach. Rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę odbicia i ruszyła do drzwi. Otwierając je natrafiła na swego rodzaju opór, który w pierwszej sekundzie już zniknął. Otworzyła drzwi na oścież stając w nich i ukazując całe swoje ciało nowemu mieszkańcowi. Czarne spodnie okalały chude nogi, a duży, granatowy sweter z długimi rękawami maskował całą resztę kruchego ciała. Widać było zapadnięte miejsca nad obojczykami i delikatne drżenie całej jej osoby.
-Nareszcie.-Pierwsze dźwięki rozbiły szybę otępienia, która odgradzała ja od reszty świata rzeczywistego.-Dłużej nie można było?
-Można.-Krótka odpowiedź zawisła w powietrzu między nim. Ominęła go szybkim krokiem dodając przy zejściu z schodów.- Idę do pracy nie wiem kiedy wrócę.
Będąc w połowie schodów usłyszała jeszcze jakiś głos jednak nie zrozumiała znaczenia tych słów. Założyła na kościste nogi czarne baletki przewieszając przez ramię czarną torebkę w której schowała klucze. Kiedy wyszła zorientowała się, że przestało padać teraz duże, ciemne kałuże miały płaski kształt. Spoglądając na niebo można było zauważyć, iż to jeszcze nie jest koniec. Matka natura na pewno nie skończyła jeszcze z deszczem. Po kilku minutach dotarła do dużego budynku z wielkim czerwonym krzyżem. Wchodząc do środka poczuła rozchodzący się zapach przeróżnych ziół i różnorakich leków.
-O Dzień dobry Sakuro.-przyjaźnie nastawiona blondynka w białym fartuchu recepcjonistki przywitała z uśmiechem zielonooką. Ta posłała jej wymuszony uśmiech i wzięła do ręki dużą kartę z danymi jej pacjentów, którą podawała jej kobieta.-Jak mija dzień?
-Jeszcze nie narzekam.-Podkreśliła słowo ,,jeszcze'' wędrując myślami do domu w którym będzie czekać na nią swego rodzaju piekło.-Gdyby ktoś mnie potrzebował to będę przyjmować pacjentów w swoim gabinecie.
-Dobrze.
Blondynka ponownie usiadła w obrotowym krześle kończąc to co jej przerwała. Mijając chorych pacjentów poczuła żal. Tylu z nich powinno teraz chodzić uśmiechniętych po ulicach Konohy, a tym czasem muszę się męczyć w takim miejscu. Wzięła głęboki wdech wchodząc do pokoju oznaczonego plakietką ,,Haruno Sakura''. Siadając w wygodnym krześle przeglądała listę ludzi, którymi miała się dzisiaj zając tym samym zakładając biały kitel na ramiona. Lista liczyła około 38 osób, powinna w miarę szybko skończyć dzisiejszy dyżur. Usłyszała stukanie do drzwi, podciągnęła do 3/4 ręki rękawy i pozwoliła wejść pierwszemu z potrzebujących pomocy.
Miała rację całość badań szybko jej minęła kilka złamań, nadciągnięć mięśni, jakieś przeziębienie-zwykły dzień.
-Dziękuję, do widzenia-przedostatni pacjent wyszedł z gabinetu.
-Do widzenia i proszę się oszczędzać.-odpowiedziała. Czekała kilka minut na ostatnią osobę jednak ta się nie pojawiała. Postanowiła, więc na moment wyskoczyć po kubek herbaty. Gdy tylko otworzyła drzwi stanęła przed nią matka z małym, ciemnowłosy chłopcem.
-wychodzi Pani?-posmutniała-spóźniliśmy się wiem, ale czy nie mogłaby...-Nie dokończyła, bo przerwano jej.
-Chciałam tylko sprawdzić czy już przyszliście-skłamała spoglądając na smutnego chłopca. Zaprosiła ich do środka i nakazała usiąść na krzesłach przed biurkiem. Przejrzała kartę chłopca.-Hmmm... a przyniosła Pani może zaświadczenie o...?
-Zapomniałam.-załamała się matka. Sakura dostrzegła w jej zachowaniu strach i troskę zapewne przez chłopca.
-Nie szkodzi, jednak gdyby Pani mogła podejść teraz do recepcji i poprosić, ja tym czasem obejrzę synka.
Kiwnęła tylko głową na znak zgody i już wychodziła z gabinetu kierując się w stronę nakazanego jej miejsca. Sakura obdarzyła chłopca pierwszym od dłuższego czasu życzliwym uśmiechem.
-Więc o co chodzi-zerknęła jeszcze raz na kartę.-Tekosu?
-Ręka...-trzęsącą się rękę wyciągnął w stronę kobiety. Różowowłosa ominęła biurko i podeszła do niego chwytając zimnymi palcami dłoń.
-Zobaczmy.-przymknęła oczy a spod palców wyłoniły się zielone tańczące wesoło płomyki.-Hmmm... ciekawe.-powiedziała bardziej do siebie. Kości w nadgarstku były zmiażdżone. wystarczyło małe przesuniecie się, którejś z popękanych kości,a chłopiec musiałby być operowany z wielkim ryzykiem niepowodzenia.-Spokojnie nic ci nie będzie. Ale powiedz mi... jak to się stało?
-Bo...bo wczoraj spotkałem... takiego pana- chłopczyk miał słodki głos i mimo widocznej odwagi co chwila się zająkiwał.-Chyba go niechcący szturchnąłem i wtedy on... wtedy zrobił mi to.- Spojrzał w zielone tęczówki do jego oczu zaczynały napływać łzy.-Jak opowiedziałem o tym mamie to powiedziała, że to pewnie ten pan z Wioski Piasku i że... że więcej nie mam się do niego zbliżać.-Zakończył długim podciągnięciem nosa.
Krew w żyłach Sakury zaczęła buzować, serce przyspieszyło, a przed oczami powił się drwiący uśmiech Gaary.
-Spokojnie.-Przymknęła oczy i wydobyła swoją chakrę na zewnątrz lecząc kości najbardziej skutecznie jak mogła. Kiedy skończyła usztywniła i obwiązała całe przedramię.-I już.-Do pokoju weszła matka spoglądająca na synka.-Po wszystkim. Niech mały nie przeciąża ręki i za dwa tygodnie się zgłosi.
Uśmiech, który zagościł na twarzy matki był chyba najlepszą nagroda za to co robiła. Własnie dla takich uśmiechów kochała tą pracę. Kobieta podeszła do Sakury i objęła ja ramieniem szepcząc ciche: ,,Dziękuję''. Następnie podeszła do chłopca i go również objęła rękoma. Podała różowowłosej kawałek papieru. Sakura dostrzegła coś... dostrzegła, że własnie dla tej osoby ten mały człowiek jest całym światem, którego nie ma zamiaru stracić. Włożyła miedzy karty zaświadczenie, zdejmując w tym czasie swój biały fartuch. Wyszła zamykając gabinet. Wychodząc z szpitala jeszcze raz napotkała małego Tekosa. Widok jego zabandażowanej ręki przypomniał kobiecie o sprawcy tego nieszczęścia. Ruszyła szybkim krokiem w stronę domu. Po mimo barku pełnych sil po wykonaniu leczniczego jutsu obiecała sobie, że tak łatwo mu nie popuści. Kim on właściwie jest, aby pozwalać sobie na krzywdzenie innych ludzi? Może w jego Wiosce to jest normalne ale tutaj ona nie będzie tego tolerować. Puściła się biegiem w stronę mieszkania po chwili widząc jego zarysy, które stawały się co raz to wyraźniejsze.
Wparowała do domu zatrzaskując z złością drzwi. Oddech był nierówny od pośpiesznego biegu. Zrzuciła z złością baletki i wparowała do dużego pokoju gdzie rozsiadł się na kanapie.
-Ty pieprzony durniu, wiesz co mogłeś mu zrobić?!!-wydarła się wręcz na niego. Chłopak z zdziwieniem zerwał się z kanapy.
-O co ci chodzi?!-zapytał podnosząc powoli głos.
-Pytasz się jeszcze?! Ten chłopiec mógł zostać kaleką?! Nie dociera!-wrzeszczała wymachując rękoma, podeszła do niego bliżej.-Jesteś... po prostu...-Nie mogła znaleźć właściwych słów.
Otworzył szerzej oczy. Przypomniał sobie. ten mały bachor, który wczoraj miał śmiałość go tracić. Spojrzał na nią. Ujrzał zaciśnięte pięści i zęby.
-No? Kim?-zapytał z spokojem w głosie.
-Może u was to normalne, ale my nie zabijamy ani nie ranimy ludzi bo nam się tak podoba!-Spojrzała w jego chłodne oczy.-Jesteś pojebanym frajerem, który nie ma za grosz uczuć. Idiotycznym potworem...
Nie dokończyła. Poczuła ból w okolicach brzucha. Siła wykonanego uderzenia miała taką moc, że po chwili różowowłosa kobieta odbiła się od ostrego wejścia do pokoju. Opadła na ziemię, a kaszląc wypluła krople krwi. Podszedł do niej i chwycił za szyję przyduszając co raz mocniej do ściany.
-Jeszcze raz...
-Pieprzona bestia.-plunęła mu w twarz.
-Suka.
Ścisną mocniej jej szyję nie dopuszczając tlenu do płuc. Złapała lodowatymi dłońmi za jego ręce z myślą oswobodzenia. Czuła każdą nierówność za plecami, jego dłoń zatykającą jej krtań, każde miejsce na skórze gdzie niebawem pojawi się ciemna plama. Nie miała siły, świat przed oczyma zaczął wydawać się mglisty. Całą energie zużyła dzisiaj na chłopca, nie mogła się nawet poruszyć. Z ust wydobył się cichy jęk, a lodowate palce rozluźniły uścisk wokół jego dłoń. W jednej chwili poczuła jak uderza całym ciałem o podłogę, a rudowłosy mężczyzna cofa się kilka kroków. Usłyszała trzask zamykających się drzwi, odetchnęła z ulgą. Podparła się rękoma próbując wstać. Cala dygotała. W końcu za którymś razem udało jej się wstać. Mozolnym krokiem weszła po schodach i weszła do łazienki z zamiarem obmycia twarzy. Zdjęła z siebie sweter rzucając go w kąt na podłogę. Ochlapała twarz i spojrzała na odbicie. Na Barkach oraz w okolicach złączenia się obojczyków widać było powoli siniejące zaczerwienienia. Odwróciła się od umywalki i zjechała na ziemię opierając się plecami o szafkę. ciche łkanie ogarnęło cały pusty dom.
Ruszył z złością w zapadający zmierzch. Jak? Jak ta zdzira mogła tak na niego naskoczyć? Co ją opętało? Przystanął przy wejściu do pubu. Wszedł przez otwarte drzwi i znalazł się przy barze. Dał znak barmanowi, a ten podał mu butelkę sake. Z każdym łykiem jego ciało przeszywała fala przyjemnego ciepła. Minęła godzina zaczęło go nudzić to całe picie. Zostawił na blacie należyte pieniądze i ruszył w stronę wyjścia. Przed samym wyjściem stanęła przed nią brzoskwiniowowłosa kobieta.
-Hej przystojniaku-położyła mu palec na klatce piersiowej.-Masz na coś ochotę?
Próbował ją wyminąć a ta tylko stawała na palcach stykając ich nosy razem. Nie odpuszczała mu. Stracił cierpliwość złączył ich wargi z sobą przesuwając się w tył. Będąc już na progu odwrócił ją tak że tyknęła się plecami o mury pubu. Odkleił się od niej szepcząc do ucha.
-Dziwka.
Ruszył dalej w ciemną noc. Alkohol możne i zagrał małą rolę w tym zdarzeniu jednak nie czuł się całkowicie pod jego wpływem. Ciemna noc i blask wiszącego już na niebie księżyca skłoniły go do przemyśleń. Ta brzoskwiniowa kobieta była tak blisko prawie jak... o czym on myśli. Ta wredna suka działała mu na nerwy, jednak miała w sobie coś innego niż cała reszta.
-O czym ja do cholery myślę?
Zapytał sam siebie w ciemną przestrzeń. Mimo to obiecał... obiecał im wszystkim, że spróbuje się zmienić. może trzeba zacząć ten plan wtapiać w życie?
Skierował się w stronę domu. Dotarł do miejsca, otworzył cicho drzwi. Nigdzie jej nie było, stąpał cicho po schodach pamiętając o tym który strasznie skrzypiał omijając go. Zapukał cicho do pokoju, wszedł bez pozwolenia. Nie było jej tak. Podszedł do łazienki i zapukał cicho do drzwi. Nie usłyszał odpowiedzi, jednak coś się tam poruszyło. Wszedł. Stała przed nim bez koszulki. Po polikach było widać zaschnięte łzy, a na całych barkach ciemnofioletowe ogromne siniaki. Wyglądała strasznie. Chciał coś powiedzieć mimo to żadne słowo nie przechodziło mu przez gardło. Ona natomiast podeszła do kata chwyciła sweter i ominęła go wychodząc z pomieszczenia.
---------------------------------------------------------
Przepraszam za błędy i powtórzenia :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz