Głucha cisza ponownie owiła cały dom. Opierała się o drewniane drzwi swojego pokoju. Wiedziała że, stoi za nimi ale dlaczego? Ponowna niepewność i ta przerażająca bezsilność. Jest słaba. Zjechała na ziemię z oczu ponownie wypłynęły pojedyncze łzy. Cała przeszłość przykuwa ją łańcuchami słabości, tak że nie potrafiła się podnieść. Co noc widziała jego twarz przecież wyrzekła się tego wszystkiego... Samotność tylko potęgowała strach. Po chwili wstała gwałtownie i podeszła do szafki z wszystkimi pamiątkami. Zdjęcia rodziców, których już nie miała przy sobie, wszystkich przyjaciół, którzy przez nadmiar obowiązków oddalili się od siebie. Zamachnęła się ręką i zrzuciła wszystko na ziemię. Hałas tłuczonego szkła rozniósł się po całym pokoju. Z pokaleczonych palców wypłynęła świeża, gorąca ciecz. Zakryła dygoczącą dłonią bladą twarz. Odwróciła się z zamiarem podejścia do okna. Stał tam. Stał przed zamkniętymi drzwiami w jej pokoju. Widział całą jej bezsilność.
-Czego?-jej głos mógłby się równać z soplami najtwardszego lodu.
-Ja...-zrezygnował widząc jej spojrzenie.- wszystko w porządku?
Nie odpowiedziała, odwróciła tylko wzrok.
-Przyszedłem ciebie...-to jedno słowo nie chciało mu przejść przez gardło. Zacisnął pięści i oparł się parzącemu bólowi opierając się pokusom demona.-Prze...przeprosić.
Prychnęła z rozbawieniem ponownie zwracając się w jego stronę.
-Żartujesz sobie ze mnie?
-Dlaczego tak sądzisz?-zapytał z irytacją choć było słychać nutkę zdziwienia.
-Bo jesteś kimś kto nie czuje skruchy, ani żalu.-podeszła do niego spoglądając w oczy-Jesteś kimś kto nie potrafi się litować i kogo nie rusza przykrość i ból który sprawia innym. Jesteś niczym przestraszone zwierzę kryjące się w swojej skorupie. Człowiek, który nie zna żadnych uczuć jest słabeuszem.
-I niby ja jestem słabeuszem?-Spojrzał na nią z politowaniem.Ujrzał zapadnięte oczy pod, którymi widniały ciemne sińce. - Spójrz na siebie. Nie potrafisz nawet odciąć się od tego co było. Spójrz-złapał jej nadgarstek.-Gdzie w takim chucherku, w takim bachorze może znaleźć się jakikolwiek przebłysk siły?-Ścisnął mocniej rękę. Różowowłosa próbowała wyrwać dłoń z uścisku jednak wszystko szło na nic.-Widzisz? Nawet teraz nie potrafisz się obronić.-Wymierzyła siarczysty policzek w jego stronę. Zablokował uderzenie momentalnie. Prychną z rozbawieniem powstrzymując się od wybuchnięcia głośnym śmiechem.-Jesteś słaba. Co chwila się zamęczasz jaka to ty nie jesteś poszkodowana. Ciągle tylko beczysz, zadręczając cały świat tylko nie siebie. Nic nie warta suka.
Odepchnął ją od siebie wychodząc z pokoju. Sakura rozmasowała nadgarstek chodząc w kółko co raz to szybciej. Miał rację...
W końcu przystanęła opierając ręce na oknie okalając okiem cały krajobraz za nim. Pogoda się nie zmieniła. Cały czas było pochmurno. Właśnie w taki dzień go pożegnała. Do dzisiaj pamięta jego słowa pełne radości, nadziei i pewności siebie:
,,Kiedy wrócę będę silniejszy niż kiedy stąd wyruszyłem. Sakura-chan zrób coś dla mnie i tez bądź silniejsza kiedy powrócę.''
To własnie wtedy ostatni raz dotknął jej dłoń, ostatni raz obdarował uśmiechem, który do dzisiaj wyrył się jej w pamięci. Zatopiła się w tym wspomnieniu. Minęły już 2 miesiące, a ona? Ona nie stała się silniejsza wręcz przeciwnie. Wykryto chorobę, która może zrujnować jej życie jeśli teraz nie podejmie walki.
Nawet nie zauważyła kiedy zaczęło świtać. Spojrzała na stojący obok zegarek. 5 rano. Nagle coś jeszcze się jej przypomniało. Przecież zanim to wszystko się zaczęło Hokage ją szkoliła. Nauczyła ja jednego jutsu. Przecież nawet nie opanowała go do końca. Może najwyższy czas zacząć? Nałożyła na siebie przylegający top na którego włożyła ponownie duży, granatowy sweter i wybiegła z domu. Znała idealne miejsce, aby trenować. Przedzierała się przez kępy krzaków i traw potykając się co jakiś czas o wychodzące z ziemi grube korzenie ogromnych, dębowych drzew. Dotarła.
Szklista tafla jeziora powitała ją migoczącymi odbiciami. Tak dawno tu nie była. Wciągnęła rześkie powietrze do płuc. Rozejrzała przypominając sobie nie jeden trening Teamu 7 w tym miejscu. Zielone korony drzew przesłaniały niebo, a bujna trawa łaskotała w bose miejsca stóp. Polanka gdzieniegdzie usłana pastelowymi kwiatami, które w taki dzień wyglądały na przygnębione. W oddali słychać było pojedynczy śpiew jakiegoś ptaka. W końcu wzięła się w garść. Nie przyszła przecież tu specjalnie po to aby powspominać stare czasy. Zebrała włosy w kitek związując je czarną gumka z nadgarstka.
Przymknęła powieki i złożyła ręce skupiając całą swoją energię na zimnej tafli wody. Prze oczami wyobraźni zobaczyła uśmiech blondyna, a po głowie chodził nieokiełzane zdania ,,Bądź silniejsza'', ,,To ty jesteś słaba. Nic nie warta.''. Jeszcze mu pokarze. Może nie teraz, nie dziś, nie jutro ale kiedyś mu pokarze.
Wykonała trzy potrzebne symbole zakończając cała kombinację złączeniem wszystkich palców w czym dwa środkowe nakładały się na siebie stykając czubkami z kostkami. ,,Kontrola''-słowo wypowiedziane w myślach uwolniło potrzebną siłę chakry. Końcówki włosów delikatnie podnosiły się ku górze. Otworzyła oczy. Poruszając w pewnych gestach dłonią sprawiła, iż tafla wody zaczynała drgać. Po chwili wyłonił się z niej swego rodzaju wodny wąż. Wił się przed nią niczym poddany. Zacisnęła pięści i wykonała gwałtowny ruch dłońmi w stronę wielkiej skały. Wąż uderzył w nią z wielką siłą rozpryskując się na wszystkie z stron. Spojrzała na miejsce uderzenia. Tam gdzie woda styknęła się z kamieniem pozostało wgłębienie. Nie o to jej chodziło. Technika, która pokazała jej Tsunade polegała na kontroli wody. Tworzeniu z niej przeróżnych rzeczy od broni poprzez parę zasłonną do kryształowych, wodnych kwiatów. Na początku miała opanować najprostszy z kształtów dopiero później się zając zmienianiem wody w potrzebne narzędzia. Pomimo świadomości utraty już pewnej ilości sił spróbowała jeszcze raz... i ponownie i jeszcze raz. Po kilkunastu razach wgłębienie się powiększyło zostawiając już rysy będące oznaką poprawy tej umiejętności.
Spróbowała po raz kolejny. Tym razem włosy podniosły się od 3/4 długości, a na ich końcówkach można było dostrzec delikatna poświatę. ,,Nie podda się''. Czuła ogromne wycięczenie, niektóre elementy zaczynały wirować przed oczyma. Zignorowała to, zacisnęła mocniej zęby i wykonała ponownie szyk pieczęci. Uniosła kolejną cześć wody i z resztkami sił cisnęła wodnym wężem o skałę. Wgłębienie ponownie się zwiększyło.
Tym razem nie dała rady utrzymać się na nogach. Upadła na lewy bok zamykając szczelnie powieki zatracając się w nadciągającym nieubłaganie świecie ciemności i głuchej ciszy.
~ ~ ~ ~ ~ * * * ~ ~ ~ ~ ~
,,Wiedziałem, że nią da rady''. Zaśmiał się w myślach mężczyzna o rudych włosach. Bawiło go wyczerpanie dziewczyny. Ruszył w drogę powrotną do domu. Po kilku krokach zatrzymał się w miejscu ponownie się odwracając i spoglądając na leżącą postać na ziemni. To przez nie była tak wyczerpana. ,,Człowiek nie mający żadnych uczuć jest słabeuszem''. Odbiło się zdanie echem po jego głowie. Dlaczego ta dziewczyna tak na niego działa. doprowadza go do białej gorączki nawet tym, że jest w pobliżu tym jej niekiedy spokojem w głosie albo nagłym wybuchem agresji.Zmienił kierunek swojego marszu i ruszył w stronę nie przytomniej kobiety. Choć demon zaczynał się buntować wywołując kolejne fale bólu przemógł się przypominając sobie swoją obietnicę. zmieni się, chociaż postara się zmienić. Wziął do ręki granatowy sweter i przykrył nim kruchą osóbkę. Różowe włosy porozrzucane po zielonej trawie wtapiały się w pojedyncze źdźbła. Wyglądała tak bezbronnie. głos w jego wnętrzu sugerował zabić tą istotę. Zacisną tylko zęby odgradzając stworzenie w nim będące czarną ścianą. Wziął zielonooka na swe ramiona. Była straszliwie lekka, mógłby przysiądz, że aż za bardzo. Jej głowa opadła na jego pierś. spojrzał na nią jeszcze raz, coś w nim pękało ale nie wiedział co. Miał jej tak dosyć, tej całej niewinności, którą z siebie wydawała. Zaniósł ją w stronę domu. Przechodząc przez ulice Wioski Liścia liczni patrzyli się na niego. Dobrze wiedział co myślą ,,Znowu kogoś zabił. Demon. Bestia''. Takie słowa towarzyszyły mu od kiedy pamiętał, przez całe dzieciństwo do obecnej chwili. stanął przed drzwiami do mieszkania, otworzył je wszedł do środka. Zaniósł ją na górę. Spoglądając na pokoju w którym zawsze spala zwątpił. Wszędzie walały się okruszki szkła, a całość pomieszczenia wyglądała mizernie. Cofnął się o kilka kroków i wszedł do swojego pokoju. Tutaj położył ja na łóżku. On i tak z niego nie korzysta. Zdjął z niej buty i okrył delikatnym ciemnym kocem. To co zauważył już dawno to to, że całość tego mieszkania polegała na wielkich kontrastach. Jasne ściany ciemne dodatki. Tak jak ona. Zawsze była blada niczym jedna z ów ścian, a każdy inny element tego domu wtapiał się w nią. Co się z nim dzieje? Patrząc na nią ma wrażenie spokoju, którego nigdy przedtem nie zaznał. Podobało mu się to. Mimo wszystko cała jej istota istnienia przyprawiała o zawrót głowy. Ciekawe co ten cały fałszywy los mu jeszcze podaruje.
--------------------------------------------------------------
Hmmm... Jak zwykle pełno błędów mam nadzieję ze wybaczycie. Osobiście rozdział niezbyt przypadł mi do gustu (jest praktycznie o niczym) ale cóż mam nadzieję że komukolwiek się spodoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz