czwartek, 10 kwietnia 2014

4-nie dasz rady.

Nie można oddzielić się od przeszłości. Zawsze coś przypomni nam o zapomnianych chwilach, uczuciach czy osobach. Chociaż zamiast niektórych osób obejmują nas odległe wspomnienia, pieszczą swoim dotykiem zapomniane momenty i całują nas niewypowiedziane słowa... To niektóre wspomnienia czy marzenia związane z osobami, które od nas odeszły... odkopane po latach potrafią niekiedy uśmiercić, albo dodać skrzydeł abyśmy się wzbili w błękit czystego nieba.
Poranne słońce rozjaśniało czysty pokój. Drobna kobieta okryta w czarny, cienki koc kręciła się, ciężko dysząc w śnie. Niektóre kosmyki z różowych włosów roztrzepanych po jasnej bieli poduszki lepiły się przyklejały się do mokrego od potu czoła. Zacisnęła dłoń w pieść i zacisnęła mocniej zęby jak i powieki.
-Co jest?-cichy głos mężczyzny mówiącego sam do siebie wtopił się w jęki kobiety. Podszedł powolnym krokiem do łóżka. Nachylił się delikatnie kładąc chłodne palce na rozpalonym czole. W tym momencie zielone tęczówki zobaczyły świat rzeczywisty. Krucha osoba podniosła się gwałtownie wydając z siebie głośny, przeraźliwy krzyk.-Ej spokojnie... Już, już...- łagodny głos łagodził szok po przebudzeniu. Niespodziewanie kościste ramiona oplątały go na wysokości połowy pleców i gwałtownie przyciągnęły do siebie. Poczuł szybki puls i niesamowicie gwałtowne łapanie oddechu. Wbijała niemiłosiernie paznokcie w jego skórę na moment się nie odsuwając. Zdziwienie sparaliżowało jego całą osobę. Dotyk dziewczyny jednocześnie sprawiał mu ból, a zarazem uczucie którego sam nie potrafił nazwać.-Spokojnie.-Muskał jej lodowata skórę na barkach.-Jest po wszystkim.
-To było...-Kiedy ruszał ręka po jej barkach czuła jak wszystkie mięśnie wykonują małe ruchy, poczuła silny charakterystyczny zapach do jej osoby. Przymknęła oczy wtapiając się w rytm jego oddechu. Oderwała się od niego w jednej chwili jakby dopiero teraz dotarło do niej co tak naprawdę zrobiła.-Ja przepra...szam.
Przymknęła powieki powoli obejmując siebie samą. Była roztrzęsiona i nie potrafiła zrozumieć tego co przed chwilą zrobiła. Zdjęła z siebie ciemny koc zrzucając go na ziemię tym samym sprawiając, że Gaara odsunął się od niej na sam środek pokoju. Kiedy usiadła na łóżku ujrzał kościste stopy dziewczyny, a kiedy wstała chwiejąc się okazała mu cały swój mizerny wygląd. Niedostrzegalnie rozszerzył źrenice. Wyglądała fatalnie. Grube krople potu spływały po jej ciele, cała się trzęsła, źrenice były ogromne i przestraszone, wychudzone i blade ciało oraz sińce te pod oczami jak i te na barkach, które sam spowodował.
Ruszyła chwiejąc się na wszystkie strony do drzwi. Otworzyła je i przystanęła w progu.
-Dziękuję.-cichy szept świadczył o słabości jaka okalała jej istotę.
Dotarła do łazienki, zakluczyła za sobą drzwi wygrzebała swoje szklane pudełko i wysypała garść tabletek połykając je natychmiast. Z złością zdjęła z siebie top i spodnie. Przejrzała się w lustrze. Pogładziła oczy po zamkniętych powiekach opuszkami palców. Zdjęła bieliznę i weszła pod prysznic. Ciężkie krople zimnej wody odbijały się od nagiego ciała. Odetchnęła głęboko kierując twarz w stronę z której wydostawała się woda. Czuła jak nabiera powoli nowych sił.
Zakręciła kurek i wyszła. Owinęła się ciasno śnieżnym ręcznikiem drugim wycierając włosy. Miała zamiar szybko przejść z łazienki do pokoju będąc niezauważalną. Włożyła tylko szybko brudne ciuchy do prania i po cichu otworzyła drzwi. Po chwili stanęła jak wryta. Stał zaledwie kilka centymetrów od niej w pierwszym momencie się przestraszała, a już w następnym próbowała zwinnie go ominąć. Spoglądał na nią z zaskoczeniem. Był wyższy od niej więc patrzył na nią delikatnie z góry. pojedyncze krople jeszcze spływały po jej ciele, a wilgotne włosy padały ledwo widocznymi falami z ramiona.
-Przepraszam, właśnie chciałem pukać i...
-Nie szkodzi.-odpowiedziała chowając się już w swoich czterech ścianach.
Bałagan panujący w pokoju ani na chwilę nie przerwał szybkiego bicia serca. Przyłożyła do piersi dłoń. ,,Ha ha co ja takiego wyrabiam?''-własny śmiech rozniósł się po jej głowie. Opamiętała się i rozejrzała się dookoła. Wszystko było albo to zagracone, albo zniszczone. Na łóżku widziała wielką wyspa przeróżnych ciuchów, obok na półce pełno kubków po herbatach i jeszcze to szkło po zniszczonych zdjęciach. Wyszukała jakieś spodnie i zwiewna bluzkę, związała ponownie włosy i ruszyła ogarnąć ten cały bałagan. Kiedy rodzice jeszcze żyli zawsze był tuta porządek, jeszcze jakimś dziwnym trafem wpadliby w odwiedziny i zobaczyliby bałagan. Po ich śmierci rzadko kto tu przychodził. Na początku przesiadywała u niej co chwila Hinata, TenTen czy Ino, odwiedzał ja Naruto od czasu do czasu przyprowadzając Shikamaru bądź Kibę, a teraz? Teraz wszyscy mieli swoje spraw. Nie winiła ich o to. Sama poświeciła się szpitalowi i strasznie mało ma czasu. Zatracając się w tych rozmyślaniach i wspomnieniach nawet nie zauważyła kiedy wszystko zostało posprzątane. ciuchy ułożone, kubki złożone w jednym miejscu gotowe aby je znieść na dół do zmycia, posłane łóżko, pozbierane szkło i ułożone zdjęcia wyjęte z roztrzaskanych ram. Rozciągnęła się. Za oknem nareszcie zawitało słońce. usiadła na parapecie ogrzewając się jego promieniami. Krajobraz przypominał taki za jakim tęskniła. Roześmiane dzieci ganiające się po ulicach i placach, starsi robiący zakupy zachęcani przez innych uśmiechniętych ludzi. Nie było żadnego śladu po deszczu, żadnej kałuży, żadnego obłoku na niebie. Zielone liście tańczyły spokojnie na wietrze na widok latających ptaków sprawił chęć otworzenia okna. Kiedy już otworzyła je na oścież poczuła w pełni ciepło słońca, a śpiew ptaków wypełnił cały jej pokój wprawiając w lepszy nastrój niż, który miała do tej pory. Przyłożyła głowę do framugi okiennej i przymknęła oczy delektując się ciszą przerywaną niekiedy piękna melodią latających stworzeń. Ktoś dotknął jej ramienia, wystraszona wzdrygnęła się otwierając oczy. Spojrzała na sprawcę jej lęku.
-Przyszedł jakiś bachor i mówi, że i chce z tobą porozmawiać.-spojrzał na nią.
-Nie nazywaj tak nikogo.
-Bo co?-odpyskował jej. Wypuściła tylko głośno powietrze przez nos schodząc z parapetu, kierując się w stronę drzwi.
W przedpokoju stał Konohamaru. Na widok Sakury rozpromienił się i podbiegł do niej. Wpadł w ramiona i przytulił się do szczupłej tali.
-Konohamaru. Jak milo ciebie widzieć. Gdzie się podziewałeś przez tyle czasu.-zapytała tuląc obiema dłońmi jego ciało.
-Własnie wróciłem z mojej pierwszej długiej misji.-odpowiedział dumny i zadowolony z siebie.
-Gratulują. Choć w szafce powinnam mieć jakieś ciastka.-Przyłożyła dłoń do jego pleców delikatnie pchając go w stronę kuchni.
sakura schyliła się do dolnej szufladki i wyszperała metalowe opakowanie z kruchymi ciastkami. Wyjęła talerz i położyła na nim kilka smakołyków. Podała je ciemnowłosemu chłopcu. Ten wziął jedno i włożył sobie cale do budzi. Patrzyła na niego z przeciwnej strony blatu uschnięta od ucha do ucha. W progu pokoju stanął Gaara. Widząc wręcz rozanieloną kobietę skarcił się w duchu za lekki uśmiech na twarzy. Zauważył jak różowowłosa chowa wszystkie oznaki jej słabości przed chłopcem. Zaciska pięści aby dłonie się nie trzęsły, ukrywa zmęczenie w oczach swoim uśmiechem, stara się oddychać w miarę równomiernie.
-Właściwie to przyszedłem ci przekazać, że macie się obydwoje stawić u babci Tsunade.-powiedział spokojnym głosem.
-Zabiorę tylko kilka rzeczy i zaraz wracam, a ty zjedz.-podsunęła mu talerz bliżej nosa.
Nie minęło kilka minut, a już stała w przedpokoju.
-Idziemy?-zapytała oby dwojga biorąc jedno z ciastek do ust. Od dwóch dni nic nie zjadła, więc czuła wielka pustkę w żołądku. Wszyli z domu zamykając drzwi.
* * *
-Dziękuję Konohamaru możesz iść.-powiedziała blondynka. Chłopiec kiwnął głową ostatni raz uściskał przyjaciółkę i wyszedł z gabinetu.-A co do was. Mam zadanie dla waszej czwórki.
-Chwila... czwórki?-Sakura nie kryla zdziwienia.
-Wybierzecie się wraz z Ino i Shikamaru do Wioski Ciszy. Potrzebna tam jest pomoc medyczna dla córki feudalnego. Jesteś najlepszą, którą mogę wysłać wiem... nie masz pełni sil ale o ile mi wiadomo choroba jest uleczalna i dasz sobie spokojnie radę.-Sakura przez cały czas próbowała ukryć dreszcze, które wywoływała trzęsienie się jej rąk. ,,Nie jest w pełni sił? Ona w ogóle ich nie ma''-przeszło przez głowę czerwonowłosemu.-Pozostaje mi tylko się zapytać czy się zgadzacie.-Dokończyła Hokage.
-Jasne.-odpowiedziała bez wahania stojąca kolo Gaary kobieta.
-Dobrze. Wyruszacie jutro z rana. Zatrzymacie się u twoich znajomych Sakuro.-Kiwnęła tylko głową i skierowała się do wyjścia.
Idąc korytarzami, a następnie drogami Konohy panowała między nimi cisza, która dopiero w murach mieszkania została przerwana.
-Co ty najlepszego wyprawiasz?!-krzyk skierowany w stronę zielonookiej uderzył w nią niczym grom z jasnego nieba.
-co?-zapytała nie odnajdując się w temacie.
-Jak masz zamiar dotrzeć do tej Wioski ?! Spójrz na siebie!-krzyczał dalej podchodząc do niej co raz to bliżej.-Nie dasz rady. Wymęczysz się na śmierć.
-Zaraz uwierzę, że się o mnie martwisz! w ogóle co ciebie to obchodzi!-nie da sobą pomiatać. Nie będzie jej mówił co może, a czego nie.
-Haha jeszcze czego. Po prostu nie chcę-spojrzał na jej roztrzęsione ciało.-Miec na głowie tak słabej dziwki, którą będę musiał ciągnąc za sobą.-Mroził ja spojrzeniem.-Zrozum nie dasz rady. Jesteś słaba. Nie chcę mieć kłopotów przez taka sukę jak ty!
Ostatnie słowa trafiły w nią najgłębiej. Odsunęła się kilka kroków od niego przecząc niemo głową, zaciskając wargi.
-Okey... dotarło. Jestem słabym gówniarzem. Dotarło.
------------------------------------------------
 kolejny rozdział. na razie dodaję codziennie do póki mam czas i dobra wenę bo później zapewne się to zmieni :/
Przepraszam za wszelakie błędy powtórzenia i wszystko ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz