Przepraszam za błędy... (ortografię, interpunkcję itp.)
Jak wielką niewiadomą jest ludzki umysł.... jeszcze większą są uczucia. Niektórzy okazują je w sposób bez zahamowania, inni skrywają je w najgłębszych ciemnościach swoich serc. Wypowiedzenie niektórych słów, z nimi związanymi jest trudne dla każdego. Każdy może bać się utraty czy odrzucenia, jednak czy aby na pewno? Czy na pewno każde wypowiedziane słowo w kierunku uczuć musi być równoznaczne z bólem straty i ośmieszenia? Nie...
-Ale ja naprawdę się już lepiej czuję.-dziewczęcy głos wydostał się z kruchej osoby trzymanej w ciepłych ramionach.-Chodź idziemy.-Powiedziała wyrywając się z tych objęć.
-Nie jestem pewny...-odparł męski głos próbując przytrzymywać wiercącą się Sakurę.
-Idziemy.-Ton nie zelżał, a wręcz przeciwnie stał się jeszcze bardziej stanowczy.-Ona może umierać, a ja mam siedzieć tutaj i gapić się w sufit?
Pociągnęła go ruchem jednej ręki za skrawek koszulki i wyciągnęła go z pokoju. Dobrze wiedziała gdzie iść. Pomimo długiej nieobecności w tym miejscu znała, każdy możliwy kawałek zakątek tego domu. Wiedziała gdzie najlepiej się schować w chowanego, gdzie zawsze można znaleźć śnieżnobiałego kota, po którym łóżku się najlepiej skacze, gdzie można znaleźć słodkie ciastka czy gdzie najlepiej pije się popołudniowa herbatę. Weszła do kuchni skąd było słychać odgłosy rozmów.
Na jej widok oczy Ino rozszerzyły się, a szeroki uśmiech zagościł na ustach. Podbiegła do niej przytulając przyjaciółkę. Spojrzała na pozostałe dwie postaci. Sigata uśmiechnęła się do niej podchodząc z rozpostartymi ramionami, aby chwilę później ,,zmiażdżyć'' różowowłosą swoim uściskiem. Bez chwili zawahania do rąk wpadła jej najmłodsza z rodzeństwa Tsuki. Jasne oczy śmiały się, a szczupłe dłonie zaciskały się w uścisku.
-Jak się czujesz?-spytała ciemnowłosa.
-Dobrze- Sigata spojrzała na nią znacząco.-Naprawdę. Właśnie idę do feudalnego zobaczyć co z jego córką. W końcu po to tu przyszliśmy.
-Jesteś pewna?-Spytała Sigato ponownie ilustrując Sakurę wzrokiem-Wyglądasz mizernie.
Na twarzy zielonookiej pojawił się swego rodzaju grymas. Rzuciła jeszcze tylko znaczące spojrzenie w stronę starej przyjaciółki i obróciła się na pięcie.
-Może i wyglądam na osłabioną, chorą czy niezdolną do czegokolwiek, jednak-Przystanęła w progu kuchni i spuściła głowę.-Co jeśli ta dziewczynka umiera? Jakakolwiek choroba z każdą chwilą zbliża nas do nieuchronnej śmierci.-Objęła ramiona kościstymi dłońmi tłumiąc w sobie nadchodzącą falę dreszczy.-Po to tu przyszłam. Nie będę leżeć w łóżku mając tą świadomość,że dusza której miałam pomóc powoli odchodzi z tego świata, zatraca się w tej rzeczywistości, aż w końcu zamknie powieki i ich nigdy już nie otworzy.-Podniosła gwałtownie głowę.-Chcecie czy nie muszę się przy niej znaleźć jak najszybciej.
Ruszyła stanowczym krokiem w stronę frontowych drzwi nie oglądając się za siebie. Zamykając drzwi ujrzała przed sobą przyjemny ogród rozpościerający się zaledwie kilka metrów przed domem. Przeszła szybko przez całą zieleń. Będąc już za bramką poczuła jak ktoś łapie ją za ramię. Odwraca się lekko zdziwiona.
Spoglądając za plecy zauważa parę jasnych, prawie białych, z odcieniem błękitu tęczówek. Czuje jak świdrują w jej własnej zieleni oczu i przebijają ja na wylot. Poczuła zapach męskich perfum, które jeszcze chwile temu roztaczały się w pokoju w którym się obudziła, bliskość ciała mężczyzny sprawia, że zielonooka czuje bijące od niego ciepło.
-Nawet nie wiesz gdzie powinnaś pójść.-Spojrzał na nią ponownie. Kiedy odwzajemniła spojrzenie dodał melodyjnym, delikatnym głosem.-Zaprowadzę cię do niej jeśli tak bardzo ci na tym zależy.
Kiwnęła lekko przytaknąwszy głową. Złapał ja za rękę i zaczął delikatnie ciągnąc jej kruche ciało za sobą. Mijali wielkie budynki, skręcali kilka razy to w prawo, to w lewo, przechodzili przez rzekę stąpając po wielkim pięknym kamiennym moście, aż wreszcie stanęli przed najokazalszym budynkiem w całej Wiosce. Przez myśli Sakury przebiegł fakt nad którym już nie raz się zastanawiała. Wioska Ciszy była dużo mniejsza od Konohy, zresztą to jej ,,podlegała'', a jednak sprawiała wrażenie tak samo wielkiej i dumnej Wioski jak Ukryty Liść.
Przeszli przez wielkie podwórze usłane najrozmaitszymi kwiatami, krzewami i drzewami, aby w końcu dotrzeć przed ogromne, grube, dębowe drzwi. Stanęli przed nimi obydwoje. Zielone tęczówki odszukały jasny odcień tęczówek Take'ego.
-Wchodzimy?-spytała posyłając mu lekki uśmiech.
Podniósł swoją dłoń i zapukał cztery razy w drewnianą płytę. Nie czekali długo. Juz po kilku chwilach drzwi zostały otwarte, a w progu stanął tęgi mężczyzna. Kilka minut późnej Sakura wchodziła do pokoju w którym krzątało się kilka innych kobiet. Na środku jasnego pomieszczenia stało łóżko na którym leżała niespokojnie dziewczyna o długich, kruczoczarnych włosach i cerze prawie tak samo białej jak cera Sakury. Klatka piersiowa młodej dziewczyny unosiła się nierównomiernie i z wielką trudnością. Po lewej stronie łóżka siedział gruby mężczyzna w widowiskowej szacie o tak samo czarnych włosach jak dziewczyna i kobieta stojąca koło niego. Owa kobieta była jedną z najpiękniejszych dam jakie zielone tęczówki miały możliwość zobaczyć. Hebanowy warkocz spływał jej przez ramię, aż do połowy ud. Bystre oliwkowe oczy i szczupłe palce.
Mężczyzna wstał zauważając, że obca mu osoba weszła do pokoju chorej córki. Małżeństwo podeszło do niej z nadzieję w oczach.
-Dzień dobry. Jestem Haruno Sakura.-Przedstawiła się różowo włosa.
-Jestem Hio, a to moja żona Tann.-skinął delikatnie głową w stronę kobiety.-Nasza córka Leeia....-przerwał.-Błagam pomóż jej... nam.
Roztrzęsiony głos, który wypowiedział te kilka słów sprawił, że tęczówki Sakury zasłoniły się na moment łzami. Przez chwilę nie widziała nic wyraźnie, zacisnęła na sekundę mocniej powieki i zwinęła dłoń w pieść.
-Postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy.-odparła, omijając łagodnie uśmiechnięte małżeństwo, kierując się do łóżka chorej.
Leeia oddychała nierówno, a grube krople potu spływały jej po skroniach. drobna dłoń została przyłożona do jej czoła była rozpalona. W ułamku sekundy spod dłoni wyłoniły się zielone, tańczące płomyki. Powolnie przesuwała dłonią nad ciałem dziewczynki od czubka czoła, po same palce u stup.
Niemożliwe~ wypowiedziała w myślach stawiając diagnozę. W ciele kilkuletniej dziewczynki wyczuła spore ilości trucizny. Patrzą na objawy, długość ich trwania i rozszerzenie się trucizny po ciele stwierdziła, że jest ona dość niebezpieczną substancją. Działa powoli, jednak boleśnie i bardzo skutecznie. Ponownie przeciągnęła dłoń po ciele kruczowłosej dziewczynki w myślach układając i dobierając odpowiednie składniki do potrzebnego jej lekarstwa.
-Mogę prosić o jakąś kartkę i długopis?-jedna z stojących przy szafkach kobiet wyciągnęła proszone rzeczy podając je zielonookiej. Ta od razu zaczęła notować potrzebne jej rzeczy.-Proszę przynieść jak najszybciej te zioła i kilka mis gorącej wody.
Po kilku minutach na stole stały już potrzebne składniki. spięła niepotrzebne jej teraz włosy w wysoki kucyk obwiązując je cienką, czarną gumką. Rozgniatała niektóre nasiona inne kroiła, a jeszcze inne parzyła. Wszystko wlała do gorącej wody w misach i wymieszała. Mieszała powoli co chwila sprawdzając węchem zapach par wydobywających się z wody. Zrobiona.
Przysunęła stolik bliżej łóżka i zanurzyła w nich dłonie. Poprosiła o odkrycie brzucha Leei. Po wykonaniu czynności podniosła dłonie na których osadziła się woda z misek. Przyłożyła je do ciała dziewczyny i wtopiła je w jej postać. Przymykając oczy koncentrowała się na wykonywanej czynności. Otworzyła oczy i powoli podnosiła dłonie ku górze. Małe ciałko dziewczynki drgnęło i wygięło się w łuk. Od razu znalazły się przy niej inne kobiety przytrzymując jej dłonie i nogi. Sakura ponowiła czynność wymieniając wodę. Z każdą kolejną wymianą cieczy czuła jak nieuzupełnione zapasy energii niknął gdzieś w ciemnej otchłani. Zaczęła sama drżeć, a pot spływał jej po czole i skapywał mieszając się powoli z kroplami łez wydobywające się spod powiek przywoływane okropnym bólem i nie mniejszym wyczerpaniem. Ostatnie powtórzenie. Ciemne plamy przed oczami stawały się co raz to większe. Czuła jak krew odpływa jej z głowy, a ciśnienie rozrywa tętnice, przygryza dolną wargę z siłą dopóki nie czuje w ustach smaku metalicznej krwi. Skończyła. blade powieki drgnęły i odsłoniły tak samo oliwkowe tęczówki jak u małżonków.
-Leż spokojnie.-Poleciła różowowłosa.-Niech pije dużo wody. Na drugiej stronie kartki zapisałam potrzebne składniki do naparu, który powinna pic co jakiś czas.-Spojrzała na Leeię- Nie ma on najlepszego smaku ale powinien postawić ciebie na nogi.
***
Drzwi zamknęły się z cichym brzdękiem. To jest to czego jej teraz brakowało. Po ciągłych podziękowaniach, ściskaniach dłoni-jej całego ciała, po proponowanych podarunkach ta cisza to było wszystko czego teraz jej było trzeba.
-Nie powinnaś dzisiaj tutaj przychodzić. Ona mogła poczekać jeszcze ten jeden dzień.-Takeo spojrzał na nią z troską i gniewem.
-Co proszę?-spytała się wyzywająco Sakura.-jutro mogłabym równie dobrze przyjść na jej pogrzeb.
-I było by dobrze-patrzał jej w oczy kiedy zaczęli ruszać w drogę powrotną.-Jesteś za słaba by tak się narażać. Myślisz że nie widziałem tego? Pomyśl jak mogłem się wtedy czuć?
-A jak ja mogłam się czuć wiedząc, że przybyłam tutaj dlatego by uratować dziecko, które jedynie przez moje zmęczenie zginęło?!-nie wytrzymała i krzyknęła w jego stronę wymachując ręką.-Zresztą... Zapewne ma ona więcej życia przed sobą niż ja.
Oczy ciemnowłosego pozbyły się blasku, a źrenice rozszerzyły się gwałtownie.
-Nie mów tak...-wyszeptał.
-Bo co?!-nie panowała już zbytnio nad sobą. Jak taka osoba, jak Takeo mógł w ogóle pomyśleć, że nie warto było uratować ludzkiego istnienia choćby było ono tak małe jak ta dziewczynka.
Podszedł do niej i w jednej chwili złapał za kościste ramiona sprawiając, że musiała spojrzeć mu prosto w jasne oczy.
-Zależy mina tobie... rozumiesz? Zależało od zawsze i w końcu jak postanowiłaś przybyć tu.... Do tej Wioski.... do mnie...-chwycił ją jeszcze mocniej, poczuła silne mięśnie powoli sprawiające jej ból.-Mam patrzeć jak życie tak ciebie rani? Jak czas i obowiązki powodują, że musisz tak cierpieć?
Chwila ciszy. Sakura spuściła wzrok i wyswobodziła się z uścisku zdając sobie sprawę z znaczenia tych kilku słów. Odeszła kilka kroków w tył. W jednym momencie odwróciła się w lewą stronę i puściła się szybkim biegiem. Nie słyszała czy biegł za nią, nie obchodziło ją to czy w ogóle ją wołał... Biegła choć każdy z jej mięśni wył z bólu domagając się odpoczynku, zaprzestania tej czynności.
***
-Gdzie ona jest?-Chłodny głos przeszył ciemnowłosego mężczyznę przechodzącego przez swój zielony ogród. spojrzał w stronę z której dochodził dźwięk. Zza pnia wyłoniła się postać o rudych włosach.
-Nie wiem.-odpowiedział obojętnie.-Uciekła zaraz po wizycie u feudalnego.
Gaara wzdrygnął się.
-Zostawiłeś ją zupełnie samą sobie?- w głosi słychać było nutę irytacji.
-Zna tą Wioskę.-odparł.
-Nie chodzi o to.-Podszedł do niego bliżej.-Dobrze wiesz jaka jest słaba, a ty...? Zostawiłeś ją samą, zapewne wyczerpaną po uleczeniu tego dzieciaka.
-A ty? co się tak nią interesujesz?-zrobił krok w jego stronę.-Nie jesteś kimś kto powinien wpychać nos w takie sprawy.-Spojrzał mu w oczy.-Słyszałem o tobie. Nosisz w sobie demona, chorą bestię, którą sam powoli się stajesz. Zostaw ją w spokoju...
Nie dokończył. Poczuł tylko straszny ból w klatce piersiowej, żebrach i karku. Przyduszony do ściany widział przed sobą tylko turkus, złowrogich tęczówek.
-Jeszcze raz...-Przez jego ciało przeszedł niemiły dreszcz i zalał się zimnym potem. Puścił chłopaka i odsunął się kilka kroków. Nie rozumiał.... Co się stało? Rzucił jeszcze jedno nienawistne spojrzenie i opuścił ogród wychodząc na ulicę.
Nie interesowało go to co zrobi teraz Takeo. ruszył twardą drogą opuszczając w końcu mury wioski. Nie wiedząc gdzie nogi go niosą poddał się sile, która doprowadziła go do zielonej polany. Wiatr mierzwił mu włosy, a promienie słońca nie zdołały się przedrzeć przez duże, zielone liście. Rozejrzał się dookoła. W tej polance nie było nic niezwykłego, kwiaty, bujna trawa, drzewa okalające ją dookoła i jakaś ciemna postać siedząca pod pniem dębu. Wodził wzrokiem dalej.... w pewnym momencie przystanął wzrokiem na niewidocznym punkcie po czym wrócił do ciemnej postaci. Podszedł do niej powoli. dopiero kilka metrów przed nią rozpoznał kruche ciało.
Siedziała opierając się o twardą korę drewna z podsuniętymi pod brodę kolanami na których spoczywała głowa. Różowe włosy opadały bezwładnie na piszczele otulając stopy i w końcu mieszając się z gęstą trawą.
Podbiegł do niej. Oddychała dość płytko, przykucnął przy niej i złapał za ramię. Podniosła powolnie z trudem głowę ku górze. Nieobecne tęczówki przebiły na wylot jego ciało. Wyglądała strasznie, wyczerpana, niezdolna do czegokolwiek. Na bladych polikach było widać palące ścieżki po spływających, słonych łzach.
Widząc jak jej czoło ponownie opada w dół przysuwa się jeszcze bliżej dziewczyny pozwalając by opadło na jego pierś. Przykłada dłoń do jej pleców i czuje szybkie bicie serca, a zarazem ciężki oddech.
-boli....- wyszeptała słabym głosem. Była świadoma tego, że jest wyczerpana po usuwaniu trucizny z ciała Leei.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz